Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

O najnowszej produkcji "DobrzeWiesz" i Bubliczek opowiada Adam Barwiński

niedziela, 26, październik 2014

Wtorek, godz. 22. Róg Słowińskiego i Głowackiego. Na ulicy leży potrącony przez samochód mężczyzna. Zbiega się tłum, wśród nich osoby z instrumentami. Za kierownicą siedzi Webber.

 

 

 

Ostatniego dnia zdjęciowego do teledysku, do piosenki Nie ma nic na bank zespołu Bubliczki, w przerwie między dublami finałowych scen, udało nam się chwilę porozmawiać z Mateuszem Czarnowskim (wokalistą grupy) i Adamem Barwińskim (reżyser klipu). Na trzy dni przed zapowiadaną premierą teledysku publikujemy rozmowę z jego reżyserem. O pracy filmowca w różnych przestrzeniach i wymogach, jakie muszą one spełniać, a także o fabule klipu, współpracy z aktorami oraz różnicach w zachowaniu się w klubie go-go i szkole opowiada Adam Barwiński.

Szczecin Główny: Rozmawiałem już z Mateuszem, wokalistą zespołu Bubliczki, opowiedział mi o planach samego zespołu, a także o przebiegu pracy nad teledyskiem z jego perspektywy. Ciebie chciałbym wpierw zapytać o to, co warunkowało wybór poszczególnych miejsc kręcenia teledysku?

Adam Barwiński: Istotnych było kilka czynników. Wiadomo, że chcielibyśmy mieć wszystko, jak to filmowcy, którzy pieczołowicie chcą dopieścić materiał z każdej strony. Po pierwsze – wygląd miejsca, które naturalnie jest krajobrazem – fajnym, przyjemnym do oglądania. Ponadto miejsce musi spełniać wymogi scenariuszowe. Na przykład teraz kręcimy scenę potrącenia przez auto, więc jest to jakieś nieruchliwe skrzyżowanie [róg ulic Słowińskiego i Głowackiego – przyp. K. Rz.]. Bardzo ciasne. Z boku mamy ławki, troszeczkę starych budynków – to nam się spodobało. Tak samo jak budynek uniwersytecki, który – jakby nie było – jest stary i już sam w sobie jest ładny. To są główne wytyczne. Oczywiście są jeszcze kwestie techniczne, od których powinienem był w ogóle zacząć, gdyż są najważniejsze. Przecież co z tego, że chcemy wykorzystać ładną przestrzeń, skoro sprzęt się nie mieści albo jest wszędzie widoczny, bo na przykład, tak są rzucane cienie? Czyli muszą być spełnione aspekty techniczne, musi być spełniony warunek scenariuszowy, odpowiadać warunkom zapisanym w scenariuszu no i musi być ładny. Jeżeli są te trzy rzeczy to całość się fajnie, przyjemnie się ogląda. No i dodatkowo gra aktorska, a także jakość obrazu. To wszystko części składowe tego, że uzyskany efekt jest najlepszy.

Szczecin Główny: Teledysk opowiada o kartce, która jest jakby złowieszczym fatum, przenosi się za pośrednictwem muzyków na różne osoby. Co inspirowało do powstania w takiej formie teledysku oraz do zaangażowania poszczególnych uczestników projektu, na przykład Olka Różanka?

Adam Barwiński: To jest tak naprawdę historia z życia wzięta. Ta kartka jest synonimem naszego życia. Zapisana kartka to jest tak zwana dobra rada, która podróżuje od człowieka do człowieka. Klepie nas po plecach i w złych chwilach mówi: słuchaj, a ja bym to zrobił tak, albo: ja mam taką radę..., słuchaj tego.... W klipie są sceny, w których, jak się okaże – oczywiście na końcu teledysku – teksty na kartkach są takie, jakimi chcielibyśmy je zobaczyć. Rzeczywistość niekoniecznie jest po naszej myśli, weryfikuje pragnienia i sprawia, że osobom trzymającym kartkę przydarzają się różne rzeczy. Ponadto na tej kartce są zapisane rady, które my sobie w głowie wymyślamy, będące złotym środkiem. Poszukujemy różnych recept, które uleczą nasze życiowe bolączki, nasz Weltschmerz życiowy i ta kartka ma nas z nich wybawić lub, jak okaże się w teledysku, wpędzi nas w kłopoty.

Szczecin Główny: Jak wyglądała współpraca na planie zdjęciowym z muzykami?

Adam Barwiński: Nie jest to nasza pierwsza produkcja z DobrzeWiesz – z Andrzejem Webberem Mikoszem i Adamem Łoną Zielińskim. W trakcie każdej współpracy z muzykami i aktorami w produkcjach, które robimy, zawsze staramy się angażować ludzi nam znajomych. Osoby mniej, lub bardziej znane, ale zawsze jakieś, na których możemy polegać. Oczywiście praca z profesjonalnym aktorem jest inna – żądając jakiejś emocji, wiadomo że aktor zagra nam to lepiej. My natomiast stawiamy na naturalność ludzi i to, że te osoby znamy. Mają one poczucie naszego groovu, a także wiedzą jak czujemy niektóre sprawy i dopasowują się do tego, dzięki temu jest nam wygodniej rozmawiać. Sięgamy po prostu po sprawdzone metody. Jeżeli chodzi o muzyków – współpraca z nimi jest taka, jak współpraca z aktorami. Oni nagrywając piosenkę, już zrobili swoje. Olek Różanek, który napisał część tekstów dla Bubliczków, spełnił też dużą rolę, nie tylko aktorską, ale oczywiście tekstową. My jego historię wzięliśmy na warsztat, muzykom powiedzieliśmy jak mają się zachowywać i to wszystko musi ze sobą współgrać. Muzycy są w takich sytuacjach aktorami, a my pokazujemy piękno ich muzyki poprzez obraz.

Szczecin Główny: Kręciliście sceny do klipu w różnych miejscach: na Golęcinie, w I Liceum Ogólnokształcącym, także w klubie ze striptizem...

Adam Barwiński: Tak jest! W klubie go-go.

Szczecin Główny: … czym różnią się te poszczególne miejsca pod kątem pracy w nich?

Adam Barwiński: To są oczywiście zupełnie różne przestrzenie. Pierwsze co je odróżnia, to zupełnie inne światła. Są przestrzenie zamknięte, są przestrzenie otwarte. Przestrzenie otwarte charakteryzują się tym, że ciężko je oświetlić sztucznym światłem, więc bardziej bazujemy wtedy na świetle dziennym. W tej chwili mamy warunki nocne, więc pomagamy sobie sztucznym oświetleniem. Kręcąc po zmroku warunki są mniej korzystne – jest coraz ciemniej i nie widać tylu szczegółów co za dnia. Miejsca te różnią się także przestrzenią, klimatem. Ludzie, którzy grają muszą dostosowywać swoje zachowania do miejsc, w których się znajdują. Klub go-go to oczywiście jest chwila rozluźnienia, chwila relaksu; szklanka czegoś mocniejszego czy słabszego, ale zawsze jest to klimat zabawy. I Liceum Ogólnokształcące to było miejsce, w którym uczniowie po raz ostatni dowiadywali się o swoich ocenach. Tak więc musiał być klimat oczekiwania, wyczekiwania – trochę tak, jak u lekarza. No i oczywiście różne inne emocje – czy w klubie go-go czy na ulicy... Na ulicy jesteśmy troszeczkę szarzy, więc nie pozwalamy sobie na jakieś wycieczki emocjonalne. Natomiast w klubie go-go jest luzik, zaś w szkole jest spięcie. Każde miejsce ma swoją charakterystykę, bo każdy kontekst pokazany jest inaczej.

Szczecin Główny: Prace nad produkcją dobiegają końca – kręcone są ostatnie, finałowe sceny. Tak już może troszeczkę podsumowując: jak się współpracowało podczas tej realizacji?

Adam Barwiński: Współpraca za każdym razem wygląda podobnie, jednak z pewnymi różnicami. Ponieważ tu tempo pracy i kontakt dyktuje przedmiot naszej zabawy, naszej pracy. Inaczej pracuje się nad filmem fabularnym, inaczej nad teledyskiem, inaczej nad filmem dokumentalnym, inaczej nad reklamą, inaczej nad zleceniem komercyjnym, inaczej nad czymś, co robimy i co lubimy robić, a niekoniecznie mamy z tego jakieś pieniądze. Jednak najważniejsza w tych wszystkich realizacjach jest ekipa, która musi się dogadywać. Już któryś raz współpracujemy, są te tarcia, są to bardzo silne osobowości, są emocje – każdy ma swój punkt widzenia na, to co się dzieje, jest ciągłe ścieranie się. Trzeba to wszystko umieć pogodzić, bo koncept jest jeden, obrazek jest jeden, wersja finalna jest jedna i jest ciągła burza, nie tylko mózgów. Ale to dobrze – tym lepiej dla produkcji, może gorzej dla naszych humorów. Ale po wszystkim oczywiście pracę zostawiamy w domu i jesteśmy poza planem świetnymi przyjaciółmi.

Szczecin Główny: Życzę więc, aby ta realizacja udała się jak najlepiej, a także chwili wytchnienia po zakończeniu prac.
Autor:
Kamil Rzechuła